Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A bit of Culture. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą A bit of Culture. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 grudnia 2016

Prezent last minute dla kobiety romantyczki z empiku!


Mój mąż ostatnio powiedział "Tobie to trudno znaleźć prezent". Pomyślałam sobie "poważnie?".
Ale wiem, że ma z tym problem, ponieważ właśnie chodzi po galerii i szuka dla mnie prezentu. Na jego nieszczęście zauważyła go moja koleżanka i dała mi znać (to się nazywa damska solidarność!).

Dlatego postanowiłam napisać dziś małe zestawienie prezentów dla kobiet romantyczek, do których bez zwątpienia należę, które bez problemu można zakupić w empiku. A mój mąż jak to przeczyta to się dowie czy trafił w tym roku ze świętym mikołajem :)

Jeszcze nie tak dawno trafiłam na książkę "Garść pierników, szczypta Miłości", nawet napisałam o niej swoją małą recenzję. Książka fenomenalna, idealna na świąteczny klimat. Jednak autorka przygotowała kolejną powieść, idealnie na święta, która również zapowiada się fenomenalnie. Lektura obowiązkowa w romantycznej kolekcji.

Rok 1920. Tom Sherbourne, inżynier z Sydney, wciąż nie może się uporać ze wspomnieniami z Wielkiej Wojny. Posada latarnika na oddalonej o 100 mil od wybrzeży Australii niezamieszkanej wysepce Janus Rock i kochająca żona Isabel, która decyduje się dzielić z nim samotność, stopniowo przynoszą mu spokój i pozwalają pokonać upiory przeszłości. Los wystawia ich jednak na ciężką próbę. Po dwóch poronieniach i wydaniu na świat martwego chłopca, Isabel dowiaduje się, że nie będzie mogła mieć dzieci, i popada w depresję. I wówczas zdarza się cud: do brzegu wyspy przybija łódź ze zwłokami mężczyzny i płaczącym niemowlęciem. Ulegając namowom żony, kierując się głosem serca, a nie zasadami moralnymi, Tom podejmuje decyzję, której konsekwencje położą się cieniem na życiu wielu ludzi...
Ta książka zaciekawiła mnie po obejrzeniu zwiastunu filmu, a wiadomo, że przed filmem należy przeczytać książkę. 

Kolejny polski tytuł który mnie zaciekawił. O tej książce nie wiem kompletnie nic, nie czytałam nawet opisu, jednak zachęciła mnie okładka, która idealnie wpisuje się w klimat świąteczny.

Michael Buble to jeden z moich ulubionych wokalistów. Cenie go nie tylko za głos (który na żywo jest lepszy niż na płycie), lecz dodatkowo za nie afiszowanie się swoją osobą w mediach. Dzięki temu znam jego muzykę, a nie życie prywatne. To w dzisiejszym świecie się ceni. Płyta "Christmas" to zestawienie cudownych kolęd, w wykonania Michaela i jego bluesowego głosu.

Kto nie zna Leonarda Cohena? To jest klasyk klasyków, pozycja obowiązkowa dla każdej kobiety. Co tu więcej pisać? wystarczy posłuchać, a wszystko będzie jasne.

Z Adele miałam od samego początku mały problem. Znałam kilka jej piosenek aż za dobrze. W pewnym momencie była ona wszędzie. Miałam wrażenie, że otwierając lodówkę wyskakuje z niej właśnie ona. Minęło sporo czasu zanim poznałam całą twórczość Adele. Teraz mogłabym ją słuchać non stop, więc przyznam szczerze, że płyta Adele na półce jest wręcz moim obowiązkiem.

7. Zwierzogród
Bardzo często chodzę do kina, lecz muszę napisać jedno - bardzo trudno znaleźć dla mnie zabawny film, który mogę śmiało oglądać od początku do końca. Wybierając się na "Zwierzogród" miałam mieszane uczucia, ponieważ nie zawsze to czym inni się zachwycają, zachwyci i mnie. Jednak w tym przypadku podzielam opinie wielu osób i "Zwierzogród" mogłabym oglądać bardzo często.

8. Kraina Lodu
Zastanawiając się nad najlepszym filmem animowanym, jakim zapewne jest "Zwierzogród", nie mogłam zapomnieć o Krainie lodu. Historia Anny, Elsy oraz zabawnego Olafa, poruszyła cały świat. Cóż więcej można chcieć? Zrobić popcorn i oglądać! 

9. Zanim się pojawiłeś

Wracając do filmowych perypetii miłosnych, musiałam znaleźć coś, co ostatnio mnie zauroczyło. Najpierw przeczytałam książkę i się w niej zakochałam! Niedługo potem pojawił się film i się na nim nie zawiodłam. Poruszająca historia Lou i Willa rozczuli każdą kobietę. Mnie ta historia porwała, dlatego czekam na kontynuację.

10. Fotoobrazy

Fotografie to moja słabość. Wszystko co dla mnie ważne, a co zostało uwiecznione na zdjęciu, staram się wywołać i przechowywać w bezpiecznym miejscu. Nośnik pamięci zawsze może się uszkodzić, a odbitka fotograficzna raczej nie.

Już jutro święta. Wszystkim i sobie życzę trafnych prezentów pod choinką oraz cudownej, rodzinnej atmosfery przy wigilijnym stole!

wtorek, 28 czerwca 2016

Oderwanie od rzeczywistości ... SOPOT



Ostatnio moje życie jest jak jeden wielki ARMAGEDON!
Wszystko dzieje się tak szybko, jest tego tak dużo, że ostatnio mam problemy z zapamiętaniem “który dziś dzień?”

Po moim Baby BOOM zdarzyło się wiele, wiele pozytywnych ale też negatywnych rzeczy. Co zaliczam do kwestii negatywnych? Praca.


Moja Praca, mój szef i jego zachowanie. Odkąd w pracy poinformowałam wszystkich, że jestem w ciąży, praktycznie wszystko się zmieniło w relacji pracownik-szef. I to właśnie spowodowało, że musiałam się odstresować, oderwać od rzeczywistości. Ale o tym w następnym poście!


Decyzja o wyjeździe była spontaniczna. Maj, piękna pogoda, stres w pracy i decyzja mojego męża była tylko jedna – mały wyjazd.

Przy wyborze kierunku zastanawialiśmy się, co dam rade zwiedzić, gdzie pójść. Kocham góry, lecz góry w tym przypadku odpadały. Zostało morze, tym bardziej  ze mój mąż nad morzem … nigdy nie był!
Wybór padł na trójmiasto, a dokładnie Sopot. W Sopocie byłam kilka lat temu i postanowiłam odnowić swoje wspomnienia. Z racji tego, że w moim stanie nie chciałam nigdzie latać, fundusze na wakacje postanowiliśmy przyjemnie wydać nad naszym polskim morzem.
Podróż z Warszawy zajęłam nam 3 godziny. Nie zastanawialiśmy się nad kosztami, dzięki temu pierwszy raz jechałam naszym słynnym Pendolino! Nie ukrywam, było wygodnie.
Na nocleg wybraliśmy Fisher House Apartments . Pierwszy raz miałam sytuację, że to co pokazują na stronie (tym razem na Booking.com) pokrywa się z rzeczywistością. Pokój był czysty, wygodny i śliczny! Dodatkowo nasza odległość do morza wynosiła 200m! Dzięki temu nie namęczyłam się w nadmorskich spacerach.
Nasze polskie morze jest niestety brudne, ale to w końcu nasze morze! Sentyment pozostaje! Jednak plaża sopocka to jest plaża! Maj na szczęście nie był miesiącem obleganym przez turystów, więc słynny parawaning nam nie groził. Nasze leżaczki idealnie pasowały na słoneczną plażę.
Swoją wycieczkę, pod względem kulinarnym, oparliśmy na aplikacji Tripadvisor.
Śniadania serwowaliśmy na bardzo popularnym Bar bursztyn. Za 15 zł ja i moja mała istotka byliśmy mega najedzeni. Dania były różnorodne, więc wszystkie swoje śniadania serwowaliśmy w Bursztynie.
Obiady były różne. Rybki jedliśmy w nadmorskich knajpkach, jednak większość skupiała się na głównej, najbardziej znanej ulicy turystycznego Sopotu, Bohaterów Monte Casino. Dzięki temu spróbowaliśmy czegoś meksykańskiego (The mexican) z meksykańską muzyką na żywo (nie zapomnę słynnej piosenki z Desperado) oraz czegoś włoskiego (A Modo Mio) i w dalszych odległościach (Amici). Zajadałam się do syta i na szczęście, obyło się bez wieczornych mdłości. 
Wycieczkę dopełniliśmy spacerami po plaży, rejsem statkiem pirackim, goframi, lodami i innymi smakołykami, czyli to na co miałam ochotę.

Dzięki temu oderwałam się od swojej warszawskiej rzeczywistości. Polecam to każdemu!


piątek, 19 lutego 2016

Moja wizyta w Paryżu


Przyszedł taki czas, że postanowiłam wyrwać się na weekend z domu. Moim obranym kierunkiem był Paryż. Miasto znane i lubiane, jednak lecąc do Paryża miałam pewne obawy. 
Czego? 
Za dużo czytania gazet, wpływ internetu. Ja po prostu się bałam. Bałam się imigrantów, kradzieży. Jak było?
Paryż przywitał mnie ciepłą, jak na luty, pogodą, świetną i dobrze oznakowaną komunikacją oraz wyjątkową zabudową. Moim kierunkiem „zawodowym” jest budownictwo, stąd i na budownictwo zwracam uwagę. 










Jednak będąc w Paryżu ustaliłam sobie pewien cel – jak każdy podróżny – zobaczyć Wieżę Eiffla. Piękna „Żelazna dama” zdobi cały Paryż nad Sekwaną. Wieżę obejrzałam z każdej strony i konstrukcja z kutego żelaza mnie po prostu zachwyciła. Zrozumie to tylko budowlaniec :)



Zwiedzając Paryż, oglądałam uliczki, kawiarenki, skosztowałam też różnych specjałów francuskich. Zostałam wychowana na tradycyjnym, polskim schabowym, dlatego pewnego rodzaju dania były dla mnie … nowością?





Zachwycona byłam mulami, podanymi w specjalnej misce w sosie pieczarkowo-czosnkowym. Do każdego dania podana była oczywiście francuska bagietka, która zadbała o to, abym się najadła swoim obiadem.





Nie mogłabym zapomnieć o ślimakach. Myślałam, że te danie będzie kosztować znacznie więcej (ok. 20 EUR), niż w rzeczywistości się okazało.  Jednak cena nie była adekwatna do tego, jak człowiek się najadał tymi ślimakami. Dziękowałam w tym momencie za wspomnianą już bagietkę.



Na koniec, z francuskich specjałów, napotkałam na żabie udka. Pamiętając mój wcześniejszy obiad w postaci ślimaków, żabie udka zamówiłam jako przystawkę … i nie pożałowałam. Żabie udka były naprawdę żabie, wielkościowo i w smaku. Mięso było niestety mdłe, bez smaku, niby czymś przyprawione ale z przyprawą to nie miało zbyt dużo do czynienia.

Jednak swój pobyt nie oparła tylko na degustacji kulinarnej, oprócz zwiedzania zabytków, zakupiłam mały obrazek wykonany przez polskiego „malarza” z małą, francuską dedykacją.



Na koniec mojej małej podróży, skosztowałam trochę francuskich słodkości. Przyznam szczerze, było w czym wybierać!!!




Kilka godzin przed moim wylotem, koleżanka namówiła mnie na wizytę w pewnej galerii. Ona, miłośniczka kosmetyków, prawie płakała ze szczęścia gdy tam się wybrałyśmy.
Osobiście za takimi galeriami nie przepadam, ale ta galeria - Galerie Vivienne, zrobiła na mnie wyjątkowo niesamowite wrażenie.




Czy wrócę kiedykolwiek do Paryża? Nie. Swój pobyt oprócz plusów oparłam też na minusach. Niestety zostaliśmy oszukani przez Pana, który był niezadowolony z tego powodu, że kupowała u niego bilet kobieta. Przez to straciliśmy już na wstępie 50 Euro. Pan biletów nie chciał przyjąć jako „zwrot”, a na odchodne usłyszałam, że nie powinnam się w ogóle odzywać. Cóż, Pan „nie” francuz idealnie mnie zniechęcił do Francji.

wtorek, 12 stycznia 2016

50 twarzy Greya w ostrzejszej odsłonie


Tytuł: Szaleństwo zmysłów
Autor: Maya Banks
Tytuł oryginału: RUSH
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Albatros

Od dłuższego czasu widzimy "trend" zalewania polskiego rynku przez literaturę erotyczną. Pamiętam czasy, kiedy był taki trend z Wampirami na skutek książek oraz filmów historii Belli i Edwarda. Były wampiry, teraz są "erotyki".
Jednak słowo "erotyka" czasem nie pasuje do danej książki, dlatego podzieliłabym to raczej na literaturę erotyczną pikantną, wyuzdaną oraz na delikatną.
Pewnie jak wiele kobiet, ja też przeczytałam "50 twarzy Greya". Czy mnie powalił? Niekoniecznie. Czy się komuś to podoba, też czy nie powieść E.L. James zasługuje na miano fenomenu. Im więcej osób ją krytykowało, tym większą cieszyła się popularnością. Dodatkowo, na każdego narzekającego czytelnika, przypadało kilku nowych fanów. Przeniesienie jej na duży ekran było zatem tylko kwestią czasu. Jaki był efekt? Hit kinowy, który zarobił o wiele więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. Jak widać, trend na Greya przyjął się idealnie.
Idąc tym tropem, możemy spotkać masę powieści erotycznych. W tym momencie chciałabym zwrócić uwagę na powieść "Szaleństwo zmysłów", autorstwa Maya Banks. Jest to pierwszy tom Trylogii "Bez tchu", opowiadającej odrębne historie trójki przyjaciół.

Kilka słów od wydawnictwa:
Gabe, Jace i Ash to młodzi biznesmeni, jedni z najbardziej wpływowych ludzi w kraju. Zawsze dostają wszystko, czego chcą, bez względu na cenę, szczególnie w łóżku. Bez najmniejszych skrupułów realizują swoje najskrytsze fantazje seksualne. W kolejnych tomach trylogii Mai Banks odkrywają, że burzliwe życie erotyczne może łączyć się z prawdziwym uczuciem…

POTRAFISZ WYOBRAZIĆ SOBIE TAKĄ ROZKOSZ?


Umowa, która im obojgu przyniesie korzyści, jakich się nie spodziewali. Układ, który miał pozostać tajemnicą. Reguły gry, które zaczynają przeszkadzać temu, kto sam je ustalił…



Wygląda na to, że Mia dorosła do tego, czego oczekiwał od niej Gabe. Młodsza siostra najlepszego kumpla wreszcie wydaje się gotowa na propozycję, którą od lat chciał jej złożyć. Zamierza jej oferować świat fantazji tak wyuzdanych, że niewinna dziewczyna nawet nie mogłaby ich sobie wyobrazić. Tylko… Mia wcale nie jest taka bezbronna, jak przypuszczał Gabe.

Drapieżnik, który staje się ofiarą...

TRYLOGIA, KTÓREJ SIĘ NIE OPRZESZ…

Można sobie zadać pytanie: czy książka jest kolejną powieścią pokoju Greya?
Tak, jest. Jednak tylko z pozoru można porównywać "Szaleństwo zmysłów" do "50 Twarzy Greya". Mamy tutaj umowę, mamy bogatego biznesmena, mamy kobietę, jego uległą, którą wprowadzi w świat fantazji erotycznej. Na tym podobieństwa się kończą.
Główną bohaterką jest Mia, 24-letnia kobieta, od czasów nastoletnich zakochana w 38-letnim Gabie. Obydwoje  intensywnie się do siebie przyciągają, jednak jednym z głównych ich problemów jest Jace, starszy brat Mii. Sytuacja jest o tyle dziwna, że w chwili śmierci rodziców Jace i Mii, młodsza siostra była pod ścisłą opieką brata, a jego przyjaciele, Gabe i Ash pomagali mu w wychowanie młodszej siostry Jace'a.
Jednak Gabe cierpliwie czekał na odpowiedni wiek Mii, patrzył jak z dziecka staje się piękną kobietą i uderzył w odpowiednim momencie.
I choć "50 Twarzy Greya" okazała się bestsellerem książkowym, "Szaleństwo zmysłów" stanowi wyższy, świeższy poziom od Greya. 
Mia nie jest tutaj niezdarną dziewicą. Wręcz przeciwnie - jest zadziorna, pyskata z pazurem, ale także w odpowiednim momencie jest skromna oraz nieśmiała. Sceny Gabe'a oraz Mii są czasem zabawne i pełne humoru, zaś sceny erotyczne są bardzo pikantne. Na szczęście książka nie żyje tylko ostrym seksem. Znajdziemy tutaj także delikatność, romantyzm, rodzinę oraz szczęście. 

Książkę mogę polecić dla fanów/ek "50 Twarzy Greya", którzy chcą poczytać o czymś "ostrzejszym". Znajdziemy tutaj sporo seksu, w różnej konfiguracji. Nudno w tej książce na pewno nie jest.


Ocena: 8/10 

Źródła okładki i opisu: http://www.wydawnictwoalbatros.com/, mkczytuje

czwartek, 31 grudnia 2015

Wybór - Nicholas Sparks


Nasze życie stanowi jeden wielki WYBÓR. Zaczynając od spraw prostych, codziennych, kończąc na wyborach ważnych, życiowych, które wymagają poświęceń i walki, czasem z samym sobą. Powieść "Wybór" pokazuje nam, że nasze wybory czasem mogą powodować cierpienie innych osób.

TYTUŁ:Wybór 
TYTUŁ ORYGINAŁU: The Choice
AUTOR: Nicholas Sparks
WYDAWNICTWO: Albatros
PREMIERA FILMOWA: Luty 2016

Opis:

Travis Parker nigdy nie pragnął więcej, niż miał. Wystarczało mu spokojne życie, praca w zawodzie weterynarza, lojalni przyjaciele i wymarzony domek. Aby uniknąć komplikacji, nie angażował się w poważne związki z kobietami. Czy nowa sąsiadka - lekarka Gabby Holland, bynajmniej nie femme fatale, ale kobieta pragnąca spełnić się jako żona i matka, od kilku lat związana z jednym mężczyzną - coś odmieni w jego życiu? Gabby odrzuca próby nawiązania bliższej znajomości. Wydawałoby się, że pomiędzy tym dwojgiem nic nie może się wydarzyć, a jednak... Z dnia na dzień ich znajomość przekształca się w coś, co zakończy się albo wielkim szczęściem, albo równie wielkim dramatem.

Mamy jego...

Travis Parker to szczęśliwy, trzydziestokilkuletni spełniony mężczyzna. Żyje tak jak chce, jak lubi. Większość czasu spędza ze swoimi przyjaciółmi. W wolnych chwilach podróżował po świecie i uprawiał  sporty ekstremalne, aby poczuć adrenalinę. Praca weterynarza jest dla niego raczej przyjemnością niż obowiązkiem. I choć w przyszłości pragnął założyć rodzinę i zamieszkać w wymarzonym domku, na razie nie śpieszno mu do zmiany stanu cywilnego. 


Mamy ją ...

Gabby Holland to kobieta bardzo spełniona, lekarka, od kilku lat związana z Kevinem, dla którego przeprowadza się do małego miasteczka, aby być bliżej niego.
Jest nowa, nikogo nie zna, ale to jej nie przeszkadza, cieszy się z tego co ma i czerpie przyjemność z obecność Kevina i suczki Molly.

I wszystko zaczyna się właśnie od tej suczki Molly, dzięki której pierwsze spotkanie Travis i Gabby nie należy do zbyt udanych. Wyjaśnienie całej sytuacji doprowadza do tego, że spędzają ze sobą coraz więcej czasu, odnajdując swoje bratnie dusze. 
Tyle, że idylla kończy się w momencie powrotu partnera Gabby, Kevina.
Gabby musi dokonać tytułowego Wyboru, który zdecyduje o jej życiu.

Lecz Nicholas Sparks nie byłby sobą, gdyby książka nie miała swojego "drugiego dna", w postaci drugiej części powieści.

Jedenaście lat później role się odwracają. Cała powieść skupia się wokół postaci Travisa. Tym razem to Travis musi dokonać tytułowego Wyboru, którego skutki wpłyną nie tylko na życie głównych bohaterów.
Druga część jest bardziej "tajemnicą", stanowi jedną układankę, która z kolejnymi stronami układa się w logiczną całość. Dominują tutaj bogate opisy, zaś dialogi są rzadkością. I chociaż nigdy nie przepadałam za długimi opisami, tutaj wręcz nie mogłam przestać czytać.

Książka Nicholasa Sparka "Wybór" była dla mnie małym zaskoczeniem. Początkowo myślałam, że główny wybór należał do Gabby. Myliłam się! Dzięki temu ta książka nie była taka "normalna", wręcz przeciwnie! - odbiegała od standardów.

I za to uwielbiam Nicholasa Sparksa ...



Ocena: 8/10­­

Już niedługo, w lutym 2016 r., będzie kolejna filmowa premiera powieści Sparksa. Tym razem będzie to właśnie "Wybór".





Źródła opisu i okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com

środa, 30 grudnia 2015

Krok do szczęścia - Anna Ficner-Ogonowska



Z racji tego, że zakupiony miałam cały zestaw cyklu "Alibi na szczęście", musiałam sięgnąć po tom 2. Na szczęście, będąc świeżo po przeczytaniu poprzedniej części, miło się zaskoczyłam.

Opis:
Hania przygotowuje się do ślubu Dominik. Ten radosny czas przywołuje wspomnienia z jej własnego ślubu i tragedii, która wydarzyła się następnego dnia. Dzięki miłości i wsparciu Irenki, Dominiki i Mikołaja Hania wreszcie odważy się wrócić myślami do tamtych dni, nie po to jednak, by rozpamiętywać stratę, ale by pogodzić się z tym, że życie płynie dalej. Mikołaj zaś odkryje, że najtrudniej jest rywalizować ze wspomnieniami Hani o nieżyjącym mężu i że walka o jej uczucia jeszcze się nie zakończyła. Na światło dzienne wychodzi w dodatku rodzinna tajemnica z przeszłości. Niespodzianki zaczynają się mnożyć. Wkrótce w życiu Hani pojawi się bliska osoba, o której istnieniu nie miała dotąd pojęcia i przez którą musi na nowo zbudować obraz własnej rodziny.

"Krok do szczęścia" jest kontynuacją losów czwórki przyjaciół: Hani, Mikołaja, Dominika i Przemka, których zapoznałam w "Alibi na szczęście".
Ogromnym plusem tej części "trylogii" jest mniejsza ilość stron (ok 420), co przekłada się na brak zbędnych opisów. Dodatkowo okładka znów jest zachęcająca do czytania w jesienne (znaczy się - zimowe!) wieczory. Niestety w tej części zauważyłam sporo błędów językowych czy stylistycznych (sama nie jestem specjalistą, lecz podstawy znam :) ) 

Ale ...


Powieść zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu, gdzie zakończyła się pierwsza część. W dalszym ciągu Hania walczy ze swoja przeszłością, Dominika zaczyna walczyć ze swoimi "problemami", a Mikołaj i Przemek realizują się zawodowo. Ta część jest zdecydowanie lepsza. Kiedy w końcu wiem się co spotkało Hanie, bardziej ją rozumiem, a sama jej postać nie jest dla mnie tak drażliwa jak była wcześniej. Jednak w dalszym ciągu irytuje mnie jej postawa wobec Mikołaja, lecz z drugiej strony nie potrafię sobie wyobrazić jak ja zachowałabym się na jej miejscu. Dlatego czytałam dalej, z nadzieją że jej opór przed nową miłością będzie powoli ustępował. Nie myliłam się.



Ocena: 7/10­­

Źródła opisu: www.znak.com.pl
Źródła okładki: www.znak.com.pl






wtorek, 22 grudnia 2015

Alibi na szczęście



Z powieścią Anny Ficner-Ogonowskiej mam mały problem. Książka ma 670 stron i ta ilość na początku mnie odstraszyła. Może ktoś za tym przepada, lecz nie ja. Może dlatego, że jestem niecierpliwa, ciekawa i ciekawska?


Kto wie.
Ta książka była dla mnie małym treningiem. Treningiem ogromnej cierpliwości.
Ale o co tyle szumu?

Opis:
Hania straciła wszystko. Jej życie zatrzymało się pewnego sierpniowego dnia. Przestała marzyć, a jedyne plany to te, które układa dla swoich uczniów. Kiedy na jej drodze staje Mikołaj, Hania boi się zaangażować, a on walczy o miłość za nich dwoje. Pomaga mu w tym jej przyjaciółka Dominika, której energia i poczucie humoru rozsadziły niejedno męskie serce. Jest też pani Irenka: prawdziwa skarbnica ciepła i mądrości – po prostu anioł stróż. To w jej nadmorskim domu, gdzie na parapecie dojrzewają pomidory, a kuchnia pachnie szarlotką i sokiem malinowy, Hania odnajduje utracony spokój. Odzyskuje wiarę w miłość i daje sobie wreszcie prawo do bycia szczęśliwą.

To pełna nadziei opowieść o tym, że nic nie zamyka nam drogi do szczęścia. Bo szansa na nowe życie jest zawsze i tylko od nas zależy, czy zechcemy ją wykorzystać.

Książka polecana nawet przez Danutę Stenkę: 


Oraz Artura Żmijewskiego:


Promocja jaka została zrobiona przez znane osoby, wyszła idealnie. Książka została bestsellerem i została pokochana przez wielu czytelników. Jednak ja „Alibi na szczęście” tak do końca zachwycona nie byłam i czytając więcej komentarzy, poczułam się lepiej, ponieważ nie byłam sama.

Książka ma wady i zalety. Aby skończyć optymistycznie swoją prywatną recenzje, zacznę od wad i rzeczy na których się zawiodłam.

Pierwszy tom przygód Hani ma ponad 670 stron. Długie opisy są bardzo nużące i bardzo często zbędne. Generalnie przerost ilości nad formą. Jedyną postacią, która zapada w pamięć jest Dominika, jednak jej brak taktu w większości sytuacji jest bardzo drażniący. Najbardziej zawiedziona jestem relacjami Przemka i Mikołaja. Czytając ich rozmowy miałam małe deja vu – przypomniały mi się rozmowy Marka i Sebastiana z serialu „Brzydula”. Jednak skupić chciałabym się na głównej bohaterce – Hannie.
Hania przeżyła dwa lata temu tragedię. Przez ¾ książki czytelnik nie wie co dokładnie się stało, była tragedia ale nie została początkowo opisana. Jest nauczycielką jednak żyje  w wielkim domu z gosposią i ogrodnikiem. Jej postać jest dla mnie problemem. Hania została okaleczona przez życie, w ostatnich stronach w końcu dowiadujemy się co tak naprawdę ją spotkało, ale niestety sprawia wrażenie osoby zbyt skupionej na siebie i kobiety chimerycznej. Ona kocha, lecz kolejne strony pokazują że ona „chce i nie chce” kochać, aż do strony 670. Kiedy w końcu przebrnęłam przez taką ilość stron i dowiedziałam się co tak naprawdę się wydarzyło, przyjęłam ten fakt z lekką obojętnością. Jestem bez uczuć? Możliwe. Ale czytając tyle stron o czymś strasznym, moje współczucie się wypaliło, ponieważ ta książka sprawiała wrażenie wątku tragicznego a nie miłosnego. Zauważyłam nawet, że im dalej czytałam, tym głośniej mówiłam „no powiedz w końcu co się wydarzyło!”. Odnosząc się do wątku miłosnego, muszę stwierdzić, że podziwiam postawę Mikołaja. Jego cierpliwość była wystawiana na próbę przez cała książkę i przez postać Hanny, to ja jemu współczułam a niej jej, ponieważ „finał” części pierwszej zakończył się co prawda dobrze, jednak niepewność ich relacji była na tym samym poziomie, a może i gorsza?.

A teraz coś dobrego …

Okładka – ciepła i zachęcająca. Postać Dominiki często rozbrajała i sprawiała, że często śmiała się z jej postaci. Pani Irenka – dobra kobieta, która swą dobrocią zaraża wszystkich. W przypadku relacji Hani i Mikołaja, jest wiele wad, jednak jest to historia miłosna. Ich spotkania są delikatne i spokojne, jednak drugim dnem jest tutaj właśnie miłość. Główną tego zasługą jest tutaj Mikołaj. Jego postawa, jego życie i wychowanie sprawia, że chce się czytać dalej. Mikołaj jest ideałem, ale nie aż takim cukierkowym. Ogromnym plusem tej książki jest fakt, że opisywana jest z perspektywy także jego. Dzięki temu można się dowiedzieć, co tak naprawdę czuje.

Podsumowując, książka bardzo ciepła i delikatna, jednak dla mnie wątek dramatyczny zawładnął powieścią. Cała książka była walką, walką o miłość oraz własne „ja”. Mam wrażenie, że miłość była tutaj na drugim planie, a szkoda.

Czeka mnie teraz czytanie drugiej części i mam nadzieję, że czytając tą książkę, odnajdę główny wątek – odnajdę miłość.

Ocena: 6/10­­

Źródła opisu: www.znak.com.pl
Źródła okładki: www.znak.com.pl



czwartek, 17 grudnia 2015

Obietnica pod jemiołą - Richard Paul


Jedne z nielicznych wydawnictw które przypadły mi do gustu to wydawnictwo ZNAK. 
Kupując książki nigdy nie zwracałam uwagi na wydawnictwo. 
Błąd. 
Teraz gdy mam ochotę kupić książkę, przeglądam książki danego wydawnictwa, tym bardziej że kupując przez internet, mam dodatkowe promocje. Naprawdę polecam!
Ile ja już przeczytałam książek, kiedy bohaterka podpisuje swoistą umowę jakby sprzedawała swoją duszę? Mnóstwo!

Jednak jakże miło jest się czasem zaskoczyć!

Niektórzy stają się sentymentalni tuż przed świętami, czując ten świąteczny nastrój, ja jestem sentymentalna przez cały rok, a czas przedświąteczny jest dla mnie zwiększoną intensywnością sentymentalności. Poznaje to po tym jakie książki wybieram w tym okresie. W moje ręce wpadają też te związane ze świętami.

Nie inaczej było teraz.

Po książkę „Obietnica pod jemiołą” sięgnęłam po różnych opiniach typu „jedna z najlepszych powieści Richarda Paula Evensa”.

Opis:

Gdyby można było wymazać jeden dzień ze swojego życia, Elise wiedziałaby doskonale, który wybrać.
Błąd popełniony w przeszłości sprawił, że dziewczyna zamyka się w swoim cierpieniu. Do chwili, kiedy tajemniczy nieznajomy składa jej niezwykłą obietnicę … Elise ze zdumieniem odkrywa, iż Nicolas ma własny klucz do jej serca.

Za ciemną stroną księżyca może kryć się światło. Choć czasem wydaje się, że to miłość jest źródłem wszystkich lęków, nie ma takiego błędu, którego nie może przezwyciężyć siła przebaczenia.

Najnowsza powieść Evensa jest książką ciepłą, lekką, sympatyczną, idealnie pasującą w ten przedświąteczny czas! Prostota tej książki sprawiła, że 220 stron pochłonęłam bardzo szybko, za szybko. „Obietnica pod jemiołą” jest lekturą dla każdego, kto nie jest obojętny na tak delikatną powieść o miłości, a czas świąteczny jest magią, dzięki której dzieją się rzeczy niemożliwe.

Ciężko jest mi bardziej opisać tę książkę, ponieważ ma w sobie ona wszystko to, co powinna. Ta książka jest prosta, a ta prostota sprawia, że jest to ogromny plus tej książki. Od samego początku fabuła mnie wciągnęła, wszyscy bohaterzy mnie zauroczyli a ich problemy i rozterki stały się moimi rozterkami.

„Obietnica pod jemiołą” jest idealną książką na prezent pod choinkę dla każdego, bez względu na płeć, kto czuje w sobie romantyczną duszę.


Ocena: 8/10


Źródła okładek: http://www.paulinakwiatkowska.pl; http://do-utratytchu.blogspot.com/
Źródło opisu: http://www.znak.com.pl/