Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Me & Myself & My Baby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Me & Myself & My Baby. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 lutego 2017

Zuziak testuje - mata "Kolorowy ocean"


Gdyby ktoś wcześniej mi powiedział, że istnieje mata, która zajmie dziecko dłużej niż pięć minut, to bym powiedziała że zwariował. Bo przecież się mówi, że dziecko pobawi się na macie pięć minut i koniec! a to z tym końcem nie zupełnie tak jest. Zuziak, niesforne dziecko, które chce być ciągle blisko mamy, miało przed sobą próbę (a raczej jej mama), czy wytrzyma bez mamusi przez kilka minut. Na warsztat wzięłyśmy do testowania matę Kolorowy ocean.
Mata pierwsze wrażenie zrobiła ogromne, bo ona sama w sobie jest ogromna (mata ma wymiary 90 x 120 cm, kojec 51 x 73 cm). I właśnie tą wielofunkcyjną matę mogę śmiało polecić innym mamom. Dlaczego? Mata okazała się świetną zabawą dla Zuziaka. Kolorowy ocean rzeczywiście jest kolory, a wodni towarzysze w postaci rybki, kraba oraz ośmiorniczki sprawiają, że Zuziak wręcz odpłynęła do innego świata. 



Matę "Kolorowy ocean" wykorzystaliśmy we wszystkich możliwościach, jako matę, kojec oraz osłonkę do łóżeczka. W niedalekiej przyszłości, kiedy Zuziak zacznie bardziej się ruszać, posłuży nam zapewne jako koc po odłączeniu pałąków. To co mnie w niej zaskoczyło to grubość i miękkość materiału. Wcześniej widziałam maty trochę inne, były one cienkie i sztywne. Ta mata jest tego odwrotnością. Dziecko może spokojnie się na niej odwracać czy turlać, jej grubość amortyzuje wszelkie urazy. Śmiało także możemy kłaść ją na płytkach, dziecko nie poczuje chłodu. Gdy zechcemy pobawić się z wodnymi towarzyszami w innym miejscu, wystarczy je tylko odpiąć.



Największy zachwyt wzbudziły intensywne kolory maty. Są rewelacyjne! Ważne dla mnie było to, aby kolory nie były zbyt pstrokate, jednak wszystkie kolory są estetycznie dobrane, dzięki czemu zachęca dziecko do zabawy. Mata wyposażona jest także w grzechotki, piszczałki, pozytywkę, szeleszczące elementy, lusterko oraz kółeczka do ciągnięcia. Wszystkie te elementy zachęcają dziecko do aktywności i zabawy.

Mój Zuziek spędził na macie ponad pół godziny. Byłam tym zaskoczona, ponieważ ona nie wytrzymuje beze mnie więcej niż te pięć minut. Matę testowaliśmy tydzień, zanim powstała ta recenzja, ponieważ chciałam sprawdzić jak szybko moja córka znudzi się zabawą z morskimi towarzyszami. Jednak ten moment nie nastąpił. Minął tydzień, a ja Zuziaka mogę śmiało odłożyć na matę i mieć pewność, że nic się jej nie stanie, w między czasie zajmując się innymi czynnościami, w tle słysząc śmiech Zuziaka.

Koszt maty to ok. 200 zł. Warto, polecam! 










piątek, 27 stycznia 2017

Dla Mojego Męża!


Dziś przyszedł taki moment, że w końcu w spokoju mogłam się wyspać. Ale to nie dlatego, że moja córka daje mi tyle spać. O nie, nie, nie. Żeby mama mogła się wyspać, musi być ... chora. Ja też byłam tym zaskoczona. Mama chora, to tata musiał zostać w domu. Więc mama siedzi i myśli.

Myśli i się śmieje, śmieje ze szczęścia, bo w życiu nie sądziłam, że będę w tym miejscu gdzie jestem i będę mieć to co mam. Pisząc ten post siedzę na łóżku i patrzę na niego. Skupiony przed komputerem pracuje. Pracuje tyle, że aż czasem mam mu ochotę powiedzieć DOŚĆ, JUŻ STARCZY! Jednak wiem, że mnie nie posłucha. Prawdziwy żywiciel rodziny ma cel, a jest nim zapewnienie nam szczęścia, mi i Zuziakowi. 


Czasem wracam pamięcią do tego co było w przeszłości. Wzloty i upadki, jakie każdy miał w życiu. Czy to miało jakiś sens? swoje przeznaczenie? Oczywiście, ponieważ w końcu spotkałam jego.


Nie będę tutaj pisać, że doświadczenie małżeńskie posiadam - bo nie posiadam. Żoną jestem dopiero rok, a swojego męża znam także krótko - tylko cztery lata.
Mało? oczywiście!
Jednak ja podchodzę do tego trochę z innej strony.
Ale na samym początku muszę napisać, że ...
Mam za sobą związek 8 letni, potem pojawił się związek 2 letni. W między czasie jeszcze ktoś tam się przewijał, jednak w tym przypadku większych doświadczeń życiowych nie wyniosłam. 


Kiedyś moja koleżanka skomentowała moją sytuację w taki sposób:
Co ty wiesz o facetach 
mając ich tak mało?

Cóż - odpowiedzieć mogę tylko jedno: nie liczy się ilość, a jakość. Moim skromnym zdaniem, faceta poznamy wtedy, kiedy staż z nim osiągnie minimum rok, czyli wtedy, kiedy okres pięknych randek mija i pojawia się ta codzienność, kiedy staranie się o kobietę nieznacznie maleje. Dlatego sądzę, że coś tam o facetach wiem :)

"Skąd wiem, że to TEN?"
Odpowiadam szybko:
Ja po prostu wiem, że to TEN
To wie każda kobieta
To się czuje

W moim życiu planowałam dwa wesela. Jedno na szczęście nie doszło do skutku, drugie było moim najważniejszym wydarzeniem w życiu. Przypomina mi się tutaj film "Uciekająca Panna Młoda" - ja właśnie jestem taką Julią. Co prawda mój ślub nie skończył się na polanie, jak tytułowych bohaterów, a w skromnym rodzimym kościele, jednak nie liczy się miejsce, a właściwy Pan młody.

W tym miejscu nie napiszę żadnego małżeńskiego poradnika, sama takich nie czytam, ponieważ naszym najlepszym poradnikiem małżeńskim jest nasze własnie życie. Jednak podzielę się moim własnym, krótkim doświadczeniem, dzięki któremu czuje się dziś tak, jak przed ołtarzem (do którego udało mi się dotrzeć).



Mój mąż jest moim przyjacielem


Jak dla mnie to jest podstawa każdego związku. Pewnie ktoś się może zastanowić czemu nie "miłość" czy "zakochanie". Ktoś kiedyś mi powiedział, że zakochanie z czasem mija, miłość pozostanie, lecz miłość bez przyjaźni nie jest możliwa. Jakże prawdziwe jest to stwierdzenie! Nie wyobrażam sobie, abym wyszła za mąż za mężczyznę, który nie jest moim przyjacielem. Zakochanie w swoim życiu przechodziłam, lecz dopiero Mój mąż okazał się moją miłością, która zaczęła się od prawdziwej przyjaźni.

Wczoraj odwiedziła mnie koleżanka, z którą nie widziałam się ze dwa lata. Przyjechała do Warszawy i znalazła chwilkę czasu aby mnie odwiedzić. Jej życie się zmieniło. Zmieniła pracę, miejsce zamieszkania, a także zmieniła partnera, a raczej się go pozbyła. Powiedziała mi wtedy coś co ja osobiście wiedziałam już wcześniej. Otóż stwierdziła, że ona ze swoim partnerem nie rozmawiała. Mi wystarczyło jedno wcześniejsze spotkanie z nią i jej ówczesnym partnerem aby wiedzieć, że to nie jest to.
Jak było u niej? Otóż po pracy wracała i chciała porozmawiać ze swoim partnerem o tym co się wydarzyło w ciągu całego dnia. Jednak jej partnera nie obchodziły "plotki". On wolał wrócić do domu i usiąść przed telewizorem, odpoczywał. A co z moją koleżanką? Żyła swoim zupełnie innym życiem, żywszym życiem, lecz jej żywsze życie z czasem jakby gasło. Na szczęście w porę się opamiętała. Teraz na spotkaniu tylko się z tego śmiała, że miała klapki na oczach na to co ją otacza, że nie widziała jak to naprawdę jest. Doskonale ją rozumiałam, bo sama kiedyś te klapki na oczach miałam i wiem, że ciężko jest przetłumaczyć kobiecie, że to jaki ma teraz związek, to nie jest ten związek. Jeśli rozejrzymy się wokół to zauważymy, że nie jeden jeszcze taki związek znajdziemy, lecz nie należy się do takiego związku wtrącać, nawet jeśli chcemy dla kogoś dobrze. Takie własne "trzy grosze" zazwyczaj źle się kończy. Lepiej jest zostawić czyjeś życie w spokoju, aby sam zobaczył swoje, już wcześniej wspomniane, klapki na oczach.


Mój mąż ma dodatkowo tą cechę, której nie spotkałam w innych, wcześniejszych związkach. Coś takiego małego, lecz bardzo istotnego. Przytulanie, czyli czas, kiedy czuje się najbezpieczniejsza, kiedy wtulę się w męskie ramiona i poczuje ciepło, które zawsze mnie rozgrzewa. Bo która z nas kobiet nie lubi tego uczucia? wtedy mamy odczucie jakbyśmy odcięły się od świata, chroniły, gdzie nic nas nie dosięgnie, a problemy same się rozwiązują.

Ten post napisałam z myślą o moim mężu, który poświęca naprawdę dużo dla swojej rodziny. Oczywiście nie zawsze jest idealnie, czasem są sprzeczki, czasem małe dąsy. Jednak który związek tego nie ma? Ja wiem i ty to wiesz, że takie momenty jeszcze bardziej umacniają związek. Najważniejsze aby ze sobą rozmawiać.






poniedziałek, 16 stycznia 2017

Moje dziecko zaczęło ze mną współpracować!



czyli Drugi miesiąc młodej mamy!

Niedawno pisałam o moim pierwszym miesiącu. Ponownie przeczytałam wspomniany post i aż się uśmiechnęłam :)
Dla zapominalskich przypominam: Pierwszy miesiąc młodej mamy
Dziś stuknął nam miesiąc nr 2 i mam wrażenie, że minęło miesięcy przynajmniej kilka!
Tak, wiem że dzieci szybko rosną, sama też o tym nie raz komuś mówiłam, jednak patrząc na swoje dziecię, to te "szybko rosną" nabiera zupełnie innego znaczenia. Minęły dwa miesiące, a ja myślałam, że moje dziecko nie rośnie. Dopiero zabierając się za ten post i wspominając nasz "1 miesiąc" wiem, że z tym rośnięciem mojego dziecko to tak nie do końca jest. Dziecko jednak rośnie i to bardzo szybko, tylko codzienna rutyna sprawia, że nie do końca zwracamy na to uwagę.



Moje dziecko zaczęło ze mną współpracować

Banalne, co nie? Jednak jeden miesiąc starczył, abym zauważyła jak bardzo Zuziek się zmieniła. Ową współpracę określam, jako nić porozumienia z jej strony. Z mojej strony do tej pory to były kilogramy nici. Zuziek dopiero przekazała mi jedną. Jedną, ale jakże ważną. Jedną, którą z niecierpliwością oczekiwałam.
Drugi miesiąc kończę z ...
- uśmiechem Zuziaka
Uśmiech, to jest coś z czym niedawno zaczęła się dzielić. Mam nadzieję, że jest to spowodowane naszymi wspólnymi zabawami, które dla nas organizuje. Czasem uśmiech Zuziaka pojawia się od razu, a czasem muszę z nią trochę powalczyć. Zabawy są różne, od tych co znalazłam w internecie, aż po własne, spontaniczne pomysły. W końcu to mama powinna wiedzieć jak rozweselić swoje dziecko, co nie?
- rozmową z Zuziakiem
tak, tak, my z Zuziakiem rozmawiamy. To znaczy, gaworzymy wspólnie, to taka nasza zabawa oraz małe ćwiczenia. A wygląda to tak:
Zuziek gaworzy zazwyczaj jak kręci się nad nią karuzela. Zawsze staram się być w pobliżu i na dźwięk gaworzenia szybko podbiegam. Gdy moja córka wydaje swoje pierwsze dźwięki, staram się nawiązać z nią kontakt wzrokowy i naśladuje jej "zaczepki". Oczywiście moje gaworzenie nie jest takie perfekcyjne jak Zuziaka, ale mama się stara. Oprócz gaworzenia, staram się także mówić do niej wyraźnie, wolno tak, aby miała czas zareagować, a dzięki temu udaje jej się mnie czasem "naśladować". 
- uregulowanym snem Zuziaka
ta zmiana nawet nie wiem kiedy się pojawiła. Pamiętam, że uśpienie Zuziaka o ludzkiej porze czasem graniczyło z cudem, a były to różne godziny. Raz to była godzina 23, a innym razem nawet 3! Dziś wybija godzina 23 i Zuziek grzecznie śpi w łóżku.
- regularne nocne karmienie
ta rzecz była dla mnie najgorsza. Wcześniej potrafiła się budzić w nocy co pół godziny lub godzinę, pory bardzo nieregularne. Teraz karmienie odbywa się co 3 godziny z zegarkiem w ręku. Czyżby moja córka została zegarmistrzem?

Cztery rzeczy, które w tak krótkim czasie się zmieniły. Dla doświadczonych mam są to rzeczy oczywiste, jednak dla mnie zupełna nowość! Cieszy mnie to, cieszy mnie wszystko co się zmienia w Zuziaku!

czwartek, 12 stycznia 2017

Liebster Blog Award - nominacja dla New Life Easier baby


Dziś przychodzę z czymś nowym. Jak wiadomo jestem świeżynką blogową, stąd wiele rzeczy jest dla mnie nowych. Tą nowością jest nominacja do Liebster Blog Award od Mama DwójkiNie ukrywam, że jestem z tego powodu zadowolona, a z drugiej strony  miło zaskoczona. Za to właśnie uwielbiam blogowanie - codziennie odkrywam coś nowego!
Zastanawiałam się, co to właściwie jest Liebster Blog Award? Otóż jest to w pewnym sensie łańcuszek między blogerami, których się nominuje. Według mnie fajna zabawa, z fajnymi pytaniami, dzięki którym można pokazać cząstkę siebie właśnie Wam.

Ale starczy tego, zabieramy się do pracy. Pytania Mama Dwójki:

1. Zostałaś mamą z wyboru, planowanego wyboru czy wyniku wpadki?
Pojawienie się mojego Zuziaka zostało zaplanowane, chociaż nie było to aż takie długie planowanie. W pewien styczniowy dzień zapytałam swojego męża "a może dzidziuś?". Mąż był zaskoczony moim zapytaniem, lecz nie powiedział NIE. Był na to przygotowany, lecz mam wrażenie że nie tak szybko. W końcu byliśmy dopiero 6 miesięcy po ślubie! Jednak ja to jestem w gorącej wodzie kąpana, pomyślałam o dziecku "Czemu nie?", poszłam do męża i zaczęliśmy działać. W styczniu się nie udało, ale w lutym już miałam te dwie kreski na teście ciążowym. Do dziś ten test mam i sądzę, że będzie mi to służyło za wieloletnią pamiątkę.

2. Twój mąż, partner, facet to spełniona, wymarzona miłość? ( szczerze baby)
Tak, szczerze mogę napisać że TAK. Oprócz wymarzonej miłości, jest także moim szczerym przyjacielem.

3. Co daje Ci blogowanie?
Blogowanie daje mi dużo. Zaczęłam interesować się blogowaniem już jakieś 3 lata temu, kiedy moja koleżanka z dzieciństwa założyła bloga i zaczęła go promować na facebooku. Tego dnia zaczęłam poznawać tajemnice blogowania. Od tamtego czasu poznałam wiele blogów, których byłam i dalej jestem wierną czytelniczką. Potem moja koleżanka zapytała się mnie:
- a czemu ty nie zaczniesz pisać?
- ale o czym? - odpowiedziałam.
- o życiu, o miłości, o dzieciach! - zasugerowała.
- ale ja polonistką nie jestem - stwierdziłam.
- nie musisz! pisz od serca o tym co myślisz! - zakończyła.
I tak to się zaczęło. Blogowanie rozpoczęłam na dobre. A co mi daje blogowanie? oderwanie od rzeczywistości, a także szersze horyzonty blogowe i poznanie wielu fajnych osób. Jeśli mam czas biorę laptopa, zamykam się w drugim pokoju i piszę. Tak było za czasów nie-macierzyństwa. Dziś poje pisanie wygląda tak, że Zuziek leży na rogalu do karmienia i śpi, a ja trzymam laptopa na kolanach i pisze. To wszystko powoduje uśmiech na twarzy, bo wygląda bardzo śmiesznie! I tak bym to podsumowała: blogowanie daje mi radość!

4. Co daje Ci macierzyństwo? Czym dla Ciebie ono jest?
Macierzyństwo jest dla mnie nowością, z którą niedawno się zderzyłam. Nie będę ukrywać i pisać to co wszystkie mamy, że macierzyństwo jest dla mnie cudownym stanem, że karmienie piersią jest czymś nieziemskim. Napisze prawdę, że macierzyństwo jest dla mnie czymś trudnym. Nigdy nie lubiłam jak coś mnie ogranicza, a macierzyństwo takie jest. Dodatkowo macierzyństwo wiąże się też z tym, że jestem uziemiona w domu, a tego nigdy nie lubiłam. Zawsze byłam aktywna, lubiłam pracować, spotykać się ze znajomymi, czy po prostu wyjść spontanicznie na miasto i spacerować po warszawskich łazienkach. 
Oczywiście liczę się z tym, że może na mnie spaść pewien "lincz" mam, bo przecież macierzyństwo to coś cudownego! Ja tego nie czuje do końca, może niedługo mi się zmieni. Jednak nie chce tutaj wyjść na bez uczuciową matkę. Kocham swoje dziecko, kocham tą drobną istotkę, która nie daje mi spać, która płacze i marudzi, a także kocham ją za ten uśmiech którym mnie czasem obdarzy - wtedy serce rozpada mi się na kawałki.

5. Czy twoje wykształcenie ma wpływ na tematykę bloga i jego popularność?
Moje wykształcenie nie ma nic związanego z blogowaniem. Wręcz przeciwnie! moje wykształcenie jest techniczne i na tym skupiałam swoją cała edukację. Niestety czasem styl pisania może mnie zdradzić, że nigdy nie było mi po drodze z humanistyką, więc liczę na to, że moi czytelnicy wybaczą mi moją pisownię! Co do popularności bloga, to nie jest on aż tak popularny jak inne które czytam, ale sądzę że systematycznie będę zdobywać większą popularność. Mam nadzieję, że mi się uda!

6. W czym czujesz się dobra? Szycie, gotowanie itp.
Ach! te pytanie jest najdłuższe nad którym się zastanawiałam :) Może to dziwne, ale jest ono najtrudniejsze ze wszystkich! Szyć zbytnio nie umiem, jak coś się spruje to załatam, ale to rewelacji nie ma. Gotować też zbytnio nie potrafię, a to dziwne, bo moja mam zawodowo zajmuje się kuchnią. Ciężko mi określić w czym czuje się dobra. Z pomocą miał mi przyjść mój mąż, któremu zadałam te pytanie. Co odpowiedział?
- kochanie, w czym jestem dobra według ciebie? - zapytałam. Spojrzał na mnie i po 2 sekundach odpowiedział:
- w denerwowaniu mnie - odpowiedział.
I może to jest właśnie to? bo faktycznie jestem w tym dobra, potrafię robić to w każdej sytuacji i o każdej porze.
Po głębszym zastanowieniu stwierdzam także, że jestem dobra w organizacji swojej szafy. Bardzo szybko mogę stwierdzić, że czegoś mi w niej brakuje.

7. Kim chciałaś zostać gdy byłaś małą dziewczynką? Udało się to zrealizować?
Tym kim chciałam być jak byłam mała dziewczynką ma wiele odsłon. Moja pamięć sięga czasów, kiedy oglądałam Sailor Moon, czyli niezdarną lecz waleczną o wielkim sercu czarodziejką z księżyca, a moją ulubioną postacią była Makoto Kino. Czemu ona? wcześniej tego nie rozumiałam, lecz po jakimś czasie zauważyłam wspólne cechy z tą postacią. Makoto jest silną i niezależną osobowością, jej najbardziej podkreślaną cechą fizyczną jest jej niezwykła wysokość. Jako wielbicielka sztuk walki jest bardzo silna fizycznie. Jest swego rodzaju z charakteru chłopczycą. I ja byłam, dalej jestem, właśnie taką osobą. Upodobania dalej mi takie pozostały, ponieważ moimi ulubionymi postaciami są superbohaterowie (patrz odp. 10). Więc odpowiadając na pytanie, czy udało mi się to zrealizować, śmiało mogę odpowiedzieć, że w pewnym sensie tak.

8. Co w twoim życiu jest na pierwszym miejscu?
Moje pierwsze miejsce jest niezmienne od zawsze. Tutaj wystarczy jedno słowo: Rodzina. 

9. Kraj, który chciałabyś odwiedzić?
Od zawsze fascynowała mnie Azja Południowa, a najbardziej Indie. 

10. Film, który uwielbiasz i możesz oglądać bez końca?
Moja pierwsza myśl - Zielona mila z ulubionym aktorem Tomem Hanksem!

11. Twoje skryte marzenie?
Moje skryte marzenie jest ... nudne. Marze o własnym M, o własnym nowym samochodzie i własnym spokoju ducha, abym nie miała żadnych problemów. Takie jest moje skryte marzenie.

A teraz pozwolę sobie na swoje nominację blogerek, które od pewnego czasu śledzę. Mam nadzieję, że zagrają ze mną w tą zabawę :)

Pytania:
1. Twoje najwspanialsze wspomnienie z dzieciństwa?
2. Mam słabość do ... ?
3. Jaką książkę możesz polecić na zimowy wieczór?
4. Kto jest Twoim największym autorytetem?
5. Co skłoniło cię do założenia bloga?
6. Gdyby cofnąć czas, co zmieniłabyś w swoim blogowaniu?
7. Twoje skryte marzenie?
8. Twoje hobby?
9. Wymień trzy wartości, którymi kierujesz się w życiu.
10. Wygrywasz milion w totka i co z nimi robisz?
11. Twoje tegoroczne postanowienie noworoczne to ... ?

A blogi, które nominuje to:
Matczyne Fanaberie
Mama w UK
nie idealna anna
odNova
kobieta niezgodna
bizimummy

Wszystkich odwiedzających zapraszam do zabawy! :)

sobota, 31 grudnia 2016

Zastój pokarmu - czyli walczymy z zatkanym kanalikiem mlecznym!


Czas świąteczny był dla mnie wyjątkowy. Jednak to nie z powodu magii świąt, lecz z powodu ... bólu! Bólu tak mocnego, że tylko mamy karmiące piersią mogą to zrozumieć. Wszystko to mnie złapało z zaskoczenia, ponieważ nie spodziewałam się, że mogę mieć z tym problem. Dlaczego? Po karmieniu, moje piersi czasem sprawiały wrażenie jakby były "puste", tzn. byłam przekonana, że Zuziek dosłownie wypija wszystko. Jakże się myliłam!
Wigilijny dzień nie powitał mnie zapachem wiszących pierników na choince. Około 3 w nocy obudził mnie straszny ból. Szybko przystawiłam małą do piersi, jednak ból był cały czas bardzo silny. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko wizyta u lekarza. Pani doktor po zbadaniu najpierw małej, a potem mnie stwierdziła, że mam zastój pokarmu, czyli zatkany kanalik. I rzeczywiście, sama sprawdzając pierś zauważyłam "wybrzuszenie" żylne na piersi, a w środku dało się wyczuć guzek pokarmowy. Dodatkowo pokarmu miałam dużo, a to prawdopodobnie bezmyślnego stosowania laktatora.
Lekarka nie przepisała mi żadnego antybiotyku, ponieważ po nim najprawdopodobniej musiałabym przestać karmić. Jednak co mi pozostało? domowe sposoby z małymi dodatkami.

Po wizycie lekarskiej i przeczytaniu miliony stron lektur w końcu zabrałam się do pracy. Ale od początku.

Nawał i zastój pokarmu
Nasz pierwszy nawał pokarmu pojawia się zaraz po porodzie, jednak może nas też spotkać w późniejszym okresie. Kiedy zauważymy, że nasze piersi stają się twarde, ciężkie i czasem gorące, jednak mleko wypływa bez problemu, możemy mieć ponowny nawał pokarmu. Możemy też wyczuć guzki w piersi, na skórze piersi pod palcami wypełnione kanaliki. Jest to oznaka zatkanego kanalika, a to oznacza zastój pokarmu. To wszystko jest dla naszej piersi niebezpieczne, a zbyt późne "leczenie" może spowodować zapalenie piersi!
Jakie są przyczyny nawału pokarmu?
- zbyt duża ilość odciągnietego mleka laktatorem, co w konsekwencji pobudza laktację
- zbyt długa przerwa między karmieniami
- dziecko nie opróżnia piersi podczas karmienia
- jest źle przystawiane do piersi
- fiszbina stanika uciska zbyt mocno pierś
- dieta mamy jest zbyt uboga w płyny

Przyczyny zastoju pokarmu? podobnie jak w przypadku nawału, objawy i przyczyny są identyczne. Jeśli wyczujemy w piersi guzki to oznacza, że doszło do zablokowania kanalika mlecznego. A to wszystko spowodowane może być:
- zbyt ciasny biustonosz, który blokuje przepływ pokarmu
- zaprzestanie karmień nocnych, a tym samym dokarmianie mm
- zbyt mocne uciskanie piersi
- zbyt długie odstępy w karmieniu
- zła technika karmienia

A teraz do dzieła. Jak sobie radzić w takiej sytuacji?
- najważniejsze - jak najczęściej przystawiamy dziecko do piersi
- w przypadku zatkanego kanalika, dziecko przystawiamy bródką po stronie zatkanego kanalika
- przed karmieniem robimy ciepłe okłady piersi np. strumieni wody bezpośrednio na bolące miejsce
- po karmieniu stosujemy natomiast zimny okład, polecam schłodzoną pieluszkę lub lekko zmrożone liście kapusty (uprzednio trochę zbite, aby wydostał się z nich sok kapuściany). Okłady robimy nie na 5 minut, lecz 30. Zimne okłady obkurczają naczynia, zmniejszają się obrzęk oraz działają przeciwzapalnie
- lekka herbata z szałwii trochę zmniejszy produkcję pokarmu
- można też lekko rozmasować miejsce obrzęku, jednak ja miałam taki ból, że nie dałam rady
- na sutkach można położyć waciki nasączone roztworem sody oczyszczonej z wodą
- najlepiej zrezygnować na jakiś czas z biustonosza
- dodatkowo można zrobić lekki masaż piersi za pomocą szczoteczki elektrycznej lub golarki elektrycznej
- w przypadku zastoju pokarmu polecam pozycje karmienia "spod pachy"
Dlaczego prawidłowe przystawienie dziecka jest takie ważne?
Wszystko widać na obrazku niżej.

Buzia dziecka jest szeroko otwarta, a górna i dolna warga wywinięte. Mniej więcej trzy czwarte otoczki piersi znajduje się w ustach malucha. Czubek nosa i broda dziecka dotykają piersi, a jego język spoczywa na dolnych dziąsłach. Gdy pracuje, widać go w kąciku ust niemowlaka. Prawidłowe przystawienie dziecka do piersi nie spowoduje zastoju pokarmu.

Moją walkę o zdrowe piersi wygrywam, ból jest coraz mniejszy, jednak jeszcze trochę pracy przed nami. Sylwester zapewne spędzę z dzieckiem na piersi! :)

A czy znajdzie się tutaj mama, która także miała problemy z piersiami podczas kp? :)

sobota, 24 grudnia 2016

Pierwsza podróż z niemowlakiem!


Już dziś wigilia. W tym roku święta spędzamy w rodzinnym domu męża. Nasza podróż z Warszawy będzie trwała minimum 6 godzin. I chociaż wyprawa nie jest dla nas nowością, w tym roku mamy dodatkowego, miesięcznego towarzysza. To będzie nasza pierwsza dłuższa podróż z niemowlakiem. Jak się należy do tego przygotować?

Na samym początku, kiedy planujemy zrobić sobie dłuższą wyprawę, dziecko powinien obejrzeć pediatra. Tylko ze zdrowym dzieckiem powinniśmy wyruszać (chociaż mały katarek też nie przeszkadza). Gdy mamy pewność, że z naszym malcem jest wszystko dobrze, możemy śmiało ruszać.

Ale ...
Pierwsza dalsza podróż powinna odbyć się kiedy maluch skończy 3 miesiące. Jednak czasem sytuacja od nas wymaga, aby podróż odbyć dużo wcześniej, dlatego musimy się do niej solidnie przygotować.

Przekręcając nasz kluczyk w stacyjce, pamiętajmy o dobrym wywietrzeniu samochodu, a zimą o jego dobrym nagrzaniu. Przy słonecznej pogodzie przydadzą nam się osłonki przeciwsłoneczne. Zimą należy dziecko rozebrać, aby niepotrzebnie się nie nagrzało od zimowego kombinezonu. Ruszając z dzieckiem niezbędny jest fotelik samochodowy, Gdy dziecko jest jeszcze malutkie, foteliki są często jeszcze za duże, dlatego dobrym wyjściem jest zakup specjalnej wkładki (jeśli fotelik nie jest w nią zaopatrzony), dzięki której dziecko będzie bardziej stabilne w foteliku. Kiedy fotelik umieszczamy w samochodzie pamiętajmy, że powinien być pośrodku tylnego siedzenia lub za siedzeniem kierowcy.

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że podróż dla małego dziecka działa usypiająco. Odgłos samochodu, jazdy oraz kołysanie sprawia, że dzieci bez problemu powinny zasypiać w fotelikach.

Nasza podróż odbędzie się zimą (chociaż na dzień dzisiejszy zimą bym tego nie nazwała!) i to właśnie z tego powodu, podróż nie powinna odbywać się nocą. Może zimy śnieżnej nie ma, jednak mróz w nocy sprawia, że droga staje się po prostu śliska. Dobrym rozwiązaniem jest rozpocząć podróż od godziny 5-6 rano, kiedy powoli wstaje słońce i temperatura zbliża się do 0 stopni. Dodatkowo, im wcześniej wyjedziemy np o 5 rano, tym nasze dziecko więcej prześpi w czasie podróży. Moja córka np. wstaje zazwyczaj o 8 rano, więc 3 godziny powinna spędzić na spokojnym śnie w foteliku. 

Musimy wziąć pod uwagę też to, że nasza podróż będzie o wiele dłuższa niż zazwyczaj, a to dlatego, że musimy robić więcej przystanków postojowych niż zazwyczaj. Powinny one być co 2 godziny minimum. Takie postoje spowodowane są także karmieniem naszego bobasa. W tym celu należy znaleźć odpowiednie, spokojne i ustronne miejsce, w którym także jest możliwość zmiany pieluszki, jak również miejsce w którym przygotujemy np. mleko modyfikowane. W czasie postoju nie zapomnijmy o wietrzeniu samochodu. Kiedy my odpoczywamy chwilowo od podróży, nasze dziecko także powinno odpocząć, ale od fotelika. Zmieńmy mu pieluszkę, przebierzmy jeśli trzeba i wyjdźmy na świeże powietrze.

Nasza podróż nie skupia się tylko na warunkach samochodowych. Pamiętać należy, aby pod ręką mieć torbę podręczną, a w niej niezbędne rzeczy dla siebie i bobasa, a także książeczkę zdrowia dziecka. My mamy swój dowód w torebce, więc i dokumenty dziecka powinny być pod ręką. 

To są główne "wymagania" podróży z niemowlakiem. Wszystkim rodzicom mogę życzyć tylko szerokości i spokojnej podróży z waszymi pociechami! :)

środa, 14 grudnia 2016

Pierwszy miesiąc młodej mamy!


Patrze na kalendarz i ciężko mi w to uwierzyć - to już minął 1 miesiąc!
Ale gdzie? jak? kiedy?!

Czas leci. Sama często łapie się na tym, że nie wiem jaki dziś dzień? I zadziwia mnie to, że to wszystko tak szybko mi ucieka. Często mam problem z przypomnieniem sobie wydarzeń, które miały miejsce tydzień temu, jednak dzień w którym zaczęły się skurcze, pamiętam doskonale. Liczenie, pakowanie, jazda taksówką, godziny w wannie, a następnie pierwszy płacz dziecka - to pamiętam doskonale.
Czy pamiętam ból porodowy?
To częste pytanie, które mnie spotyka. W moim otoczeniu nie mam dużo kobiet - mam, które wiedzą jak wygląda poród. Przeczytać jedno, a przeżyć to drugie. Czy pamiętam ból? Pamiętam, że bolało, ale co i jak? niekoniecznie. Bardziej pamiętam ból skręconej kostki, niż ból porodowy. To był taki stres, taki moment, że się o tym zapomina. Tym bardziej, że główne skurcze i sam poród trwał w sumie 3 godziny. Potem 2 dni w szpitalu i wypis do domu. I tak o to jestem tutaj:

W domu
Dom to zupełnie inna bajka. Wcześniej miałam tam oazę spokoju, porządku, odpoczynku. Teraz jest to oaza bałaganu, chaosu i braku snu. Tak wygląda mój pierwszy miesiąc bycia matką i podejrzewam, że każdej innej matki.
W ciąży miałam pewne marzenie, że moje dziecko będzie jak z książki. Będzie śliczne, będzie spało i nie będzie płakało. Rzeczywistość pokazała, że zostało tylko to, że jest śliczne.

Każdy dzień jest taki sam
Mój rutynowy dzień nie wygląda zbyt interesująco. 
Pobudka zazwyczaj 6 - 7, gdzie zamiast budzika słyszymy krzyk. Mama szybko wstaje, mąż otwiera jedno oko. Mama sprawdza pieluchę i ją wymienia, mąż podnosi głowę. Kiedy Zuziek jest już przebrana i zaczyna jeść, mąż wstaje i pyta się w czym pomóc. Nieoceniona pomoc tatusia!

Godzina 8 - mąż wychodzi do pracy. Mała jeśli zaśnie (cudem na 10 minut!), daje mamie możliwość ogarnięcia się w łazience i zaparzenia herbaty. Jest 8:10 - słyszę krzyk i czas wolny mamy się zakończył. Jeśli się uda to z herbatą w ręku, mama udaje się do Zuziaka. Marudzenie i płacz to norma. Jeśli usypianie nic nie daje, to zostaje noszenie na rękach. Mijają godziny.





12 - południe - czas na spacer. Bez karmienia nie wyjdę. Ułożenie w wózku to nie taka łatwa sprawa, dlatego dłuższa chwila przy piersi i dziecko jest w miarę spokojne. Zuziak ląduje w gondoli. I wtedy pokazuje się ona - zła mina, ściągnięte brwi, lekko zmarszczone czoło, a wzrok to aż zabija. Mama rozbawiona, dziecko niekoniecznie, znosi wózek na dół. Przeklętej windy nie ma, ale mieszkanie na pierwszym piętrze, więc nie taka tragedia. Czasem, od święta, upoluje sąsiada, który mi pomoże znieść wózek (lub też nie). Po 20 minutach znów wózek wnoszony jest na pierwsze piętro. Jeśli cudem mała zaśnie, mama ma jakieś pół godziny tylko dla siebie, w tym czasie przygotuje obiad i posprzątam w mieszkaniu. Ot co - ten czas jest tylko dla mnie!

17 - zbliża się wieczór - mąż wraca z pracy. Obiad nastawiony, leczy kończy go głowa rodziny. Zuziek wyczuwając nową osobę w domu, zaczyna dawać koncerty. Widzowie ci sami: mama i tata. Repertuar jest ten sam codziennie: nie wiadomo czemu płacze. Jedyne rozwiązanie jest oczywiste - u mamusi na piersi. Wtedy z kuchni pada pytanie: "Kochanie, jak sprawdzić czy ryż (w torebkach) jest już dobry?". Mamie ręce opadają ...

20 - czas na kąpiel. Zuziek nie odbiega od innych dzieci i kąpiel lubi. Zazwyczaj, jak ma dobry humor, jest spokojna, gorzej z ubieraniem. Tutaj krzyk jest jakby ktoś jej krzywdę robił. Ale mama szybko się uwija i spod kocyka rozglądają się ciemne oczy. 

24 - dochodzi północ. Zuzanna, jak na gwiazdę przystało, nie zamierza ze sceny jeszcze zejść. Bisom koncertowym nie ma końca, jednak czasem się zlituje i pozwoli widzom iść spać.

2 - mamusiu pobudka! zdaje się krzyczeć Zuziek. Mama, jeśli naprawdę jest zmęczona, nie ma skrupułów i budzi tatę na zmianę pieluchy. Jednak piersi z mlekiem nie posiada (a szkoda) i pobudka mamy jest konieczna.

4 - widzowie postawieni ponownie na baczność.

6 - 7 - j.w. :)

Pojawia się kolejny dzień i kolejne koncerty. Na szczęście bilety są darmowe, lecz obecność obowiązkowa :)

Czy są tu mamy, które także mają (lub miały) swoje obowiązkowe koncerty? :)

Ps. podziwiam inne mamy, m.in. blogerki, że mają czas na życie, macierzyństwo i wstawiają posty co 2 dni lub codziennie na instagrama! PODZIWIAM!!! ;)

piątek, 2 grudnia 2016

Gadżety w ciąży - UWAGA! czasem może być śmiesznie!


Będąc w ciąży popełniłam jeden z grzechów głównych - za dużo opierałam się na internecie. Pewnie jak większość przyszłych mam, śledziłam trendy ciążowe, czytałam co mnie czeka, na co muszę uważać, a bez czego nie przetrwam ciąży. I to temu ostatniemu chciałam dziś poświęcić trochę uwagi. 

Przeglądając sklepowe półki, sklepy on-line lub inne blogi Parentingowe, natknęłam się na "gadżety", które moim zdaniem (mając swoje 9-cio miesięczne doświadczenie ciążowe) są albo przydatne albo wciskane nam marketingowo, na których blogerki i firmy mają niezły biznes. Przyznam szczerze, że robiąc te zestawienie otwierałam niejednokrotnie oczy ze zdziwienia, a czasem wręcz musiałam powstrzymać uśmiech, który cisnął mi się na usta. Dlatego przyszła mamo, poniżej przedstawiam listę gadżetów, które zapewne spotkasz w czasie ciąży i sama zdecydujesz, czy z nich skorzystasz. Nie mogę Ci niczego zabronić, lecz pozwolę sobie na wyrażenie swojej opinii na ten temat :)

Poduszka rogal
Jedyny gadżet, który służył mi przez kilka miesięcy ciąży. Odkąd brzuszek był bardziej wystający i pojawiały się pierwsze bóle kręgosłupa, zaczęłam leżeć i spać z poduszką typu "C" tzw. rogal ciążowy. Nie wiem kto wymyślił taką poduszkę, ale wykonał kawał świetnej roboty. Podsumowując: im większy brzuszek, tym bardziej ją doceniałam.
Poduszkę dostałam w prezencie od męża, z przyjemnością moge ją polecić! SuperMami - Poduszka ciążowa bawełniana typu C

Adapter do pasów bezpieczeństwa
Początkowo miałam sceptyczne podejście do adaptera. Wtedy myślałam: "adapter? szkoda kasy!". Poczytałam, popatrzyłam na ten adapter i stwierdziłam - NIE. Potem brzuszek był coraz większy, pasy bezpieczeństwa ściskały, co powodowało ból. Oczywiście, w ciąży nie ma obowiązku zapinać pasów, jednak dla mnie nie zapisanie pasów w ciąży (przepraszam za wyrażenie) jest głupotą. Pasy bezpieczeństwa są ochroną dla naszego życia i życia naszego dziecka, które nosimy pod sercem. Dodatkowo, nawet wolniejsza prędkość w przypadku stłuczki może spowodować niespodziewany uraz. Za pasem zaczęłam rozglądać się w momencie, kiedy mój ginekolog zapytał się mnie, czy prowadzę samochód. To właśnie on mi polecił pas, jakikolwiek nawet ten z tańszych, bo to jest zawsze jakieś zabezpieczenie. Dlatego jeśli przyszła mama jest mobilna, polecam taki pas zakupić lub pożyczyć. Oczywiście podróżować można w normalnym pasie, jednak trzeba uważać.


Kremy na rozstępy
Która z kobiet nie słyszała o rozstępach w ciąży? Większość wątków ciążowych zaczyna się właśnie od rozstępów. Ja miałam te błogosławieństwo, że rozstępów nie posiadam. Nie wiem czy to dzieło genetyki, czy dzieło kosmetyki, które zaczęłam stosować kilka miesięcy PRZED zajściem w ciążę. Po przeprowadzeniu analizy internetowej, trafiłam na stronę Kosmetyki na rozstępy i wybór był prosty. Zaopatrzyłam się w:
     
Ja ogólnie bardzo polubiłam serie Babydream ...
Moja rada w tym przypadku jest jedna: masz skłonność do rozstępów lub też nie, nie ważne - zabezpiecz się przed rozstępami!


Spodnie ciążowe
Spodnie ciążowe od samego początku wiedziałam że muszę zakupić, ponieważ moja ciąża przypadała właśnie na jesień. Mój ubiór skupiał się właśnie na leginsach i spodniach ciążowych (jeansy), które przy powiększającym się brzuszku były niezbędne. Jedyny minus spodni to cena - czasem sięgająca 200 zł. Mi się trafiła mała wyprzedaż i zakup za 99 zł.
Aplikacje ciążowe
Gadżety na telefon w różnych postaciach. Do obliczania dni płodnych, terminu porodu, do przebiegu całej ciąży, czy też aplikacje do liczenia skurczy. Osobiście takie aplikacje na telefonie posiadałam, jednak po tygodniu odinstalowałam, ponieważ przestały być dla mnie interesujące, a skurczy i tak nie udało mi się notować w aplikacji - za bardzo bolało i moje myśli były zupełnie gdzie indziej, żeby jeszcze klikać w telefonie.

Bielizna ciążowa
Z tym zakupem się wahałam. Powiedziałam sobie "kupie ja już będę potrzebować". Skończyło się na tym, że brzuszek rósł, a bielizny kupować nie musiałam.

Stymulator bólu porodowego
Serio? Aż nie wierzyłam, że coś takiego istnieje. Ponoć urządzenie polecane przez położne i lekarzy (u moich lekarzy wywołało to tylko cichy chichot!), które uśmierza ból porodowy poprzez łagodne impulsy elektryczne. "Podobno" nie likwiduje bólu całkowicie, ale zmniejsza go.  Piszę "podobno", bo nie stosowałam i nie zamierzam.

Detektor tętna płodu
Dzięki detektorowi można słuchać bicia serca dziecka już od 12 tygodnia ciąży. Z racji tego, że jest to pierwsza moja ciąża, przyznam, że zastanawiałam się nad tym zakupem, a raczej zastanawiał się nad tym mój mąż, bo widział jak się boje o dziecko. Jednak po konsultacji z lekarzem, położną dowiedzieliśmy się że: słuchać to jedno, a interpretować to drugie. Jeśli się nie ma do tego odpowiedniej wiedzy, to lepiej zostawić to upoważnionym osobom kompetentnym. Detektor jednak polecany jest dla mam, które w przeszłości poroniły lub gdy ich ciąża się zagrożona. Może rzeczywiście wtedy ten gadżet jest przydatny?

BabyKick
Śledzi i rejestrujące ruchy dziecka, liczy ruchy płodu i mierzy ich czas, dzięki czemu wiesz na bieżąco, że ciąża rozwija się prawidłowo. Szkoda tylko, że czasem dzieci mało kopią, ruszają się, a jednocześnie rozwijają się prawidłowo. I tak sobie teraz myślę, że coraz więcej tej technologii ludzie wymyślają. Ludzie - cieszmy się ciążą i tym, że czujemy nasze dziecko!

Aromat na poranne mdłości
"Gdy przyszła mama ma poranne mdłości, które nie pozwalają jej normalnie funkcjonować, może skorzystać z aromatu na poranne mdłości, koszt ok. 60 zł."
Tutaj pozwolę sobie tego nie skomentować :)

Słuchawki na brzuch
Ten wynalazek zobaczyłam w filmie i przyznam szczerze, że byłam zaskoczona. Słuchawki na ciążowy brzuch? Jeśli chcemy puszczać swojemu dziecku Mozarta, a nie mamy możliwości puszczania go z głośników, cóż ... można i zakupić takie słuchawki :)


Pas ciążowy
Na pewnych warsztatach usłyszałam, że pas ciążowy jest bardzo popularny i ceniony przez kobiety ciężarne. Że nie trzeba kupować specjalnych ubrań ciążowych tylko nosić pas ciążowy. Zrobiłam swoje rozeznanie i ... nie znalazłam żadnej co zakupiła taki pas. W moim przypadku to był zakup kilku dłuższych koszulek które znajdują się pod sweterkiem. Dodatkowo zapytałam swojego ginekologa czy taki pas nie uciska za bardzo na brzuch, a on odpowiedział mi, że co prawda nie uciska ale rozleniwia mięśnie pleców i doprowadzić może do łatwej kontuzji. Podejrzewam, że co kręgosłup to pas może działać inaczej. Nie wykluczone, że niektóre przyszłe mamy muszą taki pas założyć, ja na szczęście nie. Założyłam i szybko zdjęłam.

A ty, Drogi Czytelniku, napotkałeś/aś w swoim życiu na jakieś gadżety ciążowe?